Gdy komar radośnie przy nosie przemyka,
to wtedy raduje się serce lotnika.
Gdy sokół, już w locie, na myszy poluje,
to lot ten pan lotnik głęboko szanuje.
Gdy mucha lata wciąż wkoło i wkoło,
to lotnik się wtedy uśmiecha wesoło.
Gdy motyl wiruje tak lekko i zwiewnie,
to lotnik, z zachwytu nad lotem, aż blednie.
Gdy pszczółka przy kwiatach tak ciężko pracuje,
to lotnik się nad nią troszeczkę lituje,
lecz również z zachwytem podziwia skrzydełka,
bo przecież z tej pszczółki pilotka jest wielka!
I wróbel, sikorka i gil, jemiołuszka
i gołąb, i sójka, i nawet papużka,
te wszystkie zwierzątka przecudnie latają,
naszego lotnika za serce chwytają.
Nie w głowie mu skały, przyziemne potoki,
dla niego się liczą pierzaste obłoki.
Na niebo wciąż patrzy i przestrzeń go woła
i wzywa go ciągle ta podniebna szkoła,
bo w duszy lotnika latanie się liczy,
więc ze sterem w dłoni wciąż ćwiczy i ćwiczy.
Tu pętla, tam beczka, korkociąg, spirale,
lotnik wykonuje akrobacje stale.
I tego pan lotnik przed nami nie kryje,
że tylko w powietrzu on czuje, że żyje.